anodaDziś Wigilia Świąt Bożego Narodzenia. Dokładnie 67 lat temu komuniści aresztowali „Anodę”, Jana Rodowicza. Musiał zginąć, bo chciał wolnej Polski.

O rocznicy aresztowania bohatera Polski, Jana Rodowicza przypomina IPN:

Wigilię Bożego Narodzenia 1948 roku komuniści aresztowali Anodę – Jana Rodowicza. Przykład pięknego i tragicznego polskiego życiorysu, pierwszego pokolenia urodzonego po odzyskaniu niepodległości.

IPN opisuje biografię Rodowicza:

Rocznik 1923. Uczeń Liceum Batorego, harcerz słynnej Pomarańczarni, 23. Warszawskiej Drużyny Harcerskiej im. Bolesława Chrobrego, oficer Armii Krajowej, żołnierz Szarych Szeregów i batalionu Zośka, uczestnik akcji pod Arsenałem. Ranny w Powstaniu Warszawskim, odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari V klasy. Po wojnie przez pewien czas współdziałał z podziemiem antykomunistycznym, ale głównie nadzorował ekshumacje i pochówek towarzyszy broni z Powstania. We wrześniu 1945 roku ujawnił się, podjął studia na architekturze.

Na Koszykowej w siedzibie UB przeszedł okrutne śledztwo. 7 stycznia 1949 roku w niewyjaśnionych okolicznościach wypadł z okna na czwartym piętrze. Według UB miało to być samobójstwo, wiele przemawia za tym, że został zakatowany na śmierć. O śmierci „Anody” rodzinę powiadomiono dopiero 1 marca 1949 roku. Wcześniej, 12 stycznia, jego ciało zostało anonimowo pogrzebane na Cmentarzu Powązkowskim.

Bliscy Rodowicza potajemnie przeprowadzili ekshumację i trumnę umieszczono w rodzinnym grobie na Starych Powązkach. Symboliczny grób znajduje się także w Kwaterze „Na Łączce” Cmentarza Wojskowego w Warszawie. Jan Rodowicz Anoda, został pośmiertnie odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski.

wrp